Posłanka w obronie dostawców towarów do wielkich sklepów

Przedsiębiorcy dostarczając towar do dyskontów i hipermarketów muszą płacić za reklamę, przestawienie towaru na półkach, a nawet z okazji urodzin sklepu. Koszty są tak wysokie, że niektórych doprowadziło to do upadku. Lidię Staroń oburzają takie praktyki i poprosiła o pomoc ministra sprawiedliwości

z7453710n.jpgSieci sklepów dyskontowych i hipermarketów zaopatrują ponad 40 procent całego rynku. Nic więc dziwnego, że większość producentów chce w nich sprzedawać swoje towary. Zgodnie z prawem za przyjęcie produktu do sprzedaży sklepy nie mogą pobierać opłat innych niż marża handlowa. W praktyce wygląda to jednak inaczej. – Naliczyliśmy 28 różnych usług, za które musi zapłacić dostawca, jeśli decyduje się na podpisanie umowy z daną siecią – mówi posłanka PO Lidia Staroń. Są one na tyle uciążliwe, że niektórych przedsiębiorców doprowadziły do upadku. To różnego rodzaju opłaty za usługi marketingowe, logistyczne, czy nawet z okazji urodzin hipermarketu. – To czysta fikcja, bo usługi te zazwyczaj nie są wykonywane, a sieć wystawia dostawcy fakturę, np. 100 tys. zł za urodziny sieci. A to oznacza, że o tyle mniej płaci za dostarczony towar – tłumaczy posłanka.

Spotkało to m.in. przedsiębiorcę Edwarda Gollenta, który miał w Olsztynie firmę produkującą kosmetyki. – Moja firma upadła kilka lat temu, ponieważ dyskont, gdzie sprzedawałem swój towar, „produkował” faktury obciążeniowe i potrącał mi pieniądze z tytułu wymyślonych usług – mówi. – Potrącono mi ponad milion złotych.

Przedsiębiorca przez kilka lat procesował się z siecią o zwrot należności. Wreszcie udało mu się odzyskać większość pieniędzy. – Straciłem jednak nerwy i firmę, którą prowadziłem od 10 lat, dlatego będę się domagał od sieci wielomilionowego odszkodowania – dodaje Gollent.

Niewielu jednak dostawców pokrzywdzonych w ten sposób przez sieci, decyduje się dochodzić swoich praw w sądzie. – Przede wszystkim dlatego, że zakładając sprawę sądową, muszą wnieść opłatę uzależnioną od wysokości dochodzonej kwoty – tłumaczy mecenas Lech Obara. Dla wielu dostawców jest to bariera nie do pokonania, bo kiedy firma traci płynność finansową i upada, to nie ma po prostu pieniędzy. Na dodatek, jeśli w ciągu dwóch lat nie upomni się w sądzie o swoje należności, sprawa się przedawnia.

Podobne praktyki wobec dostawców stosują też mniejsze sieci działające na lokalnym rynku. O bankructwo przez jedną z nich otarli się państwo Mrozkowie. – Byliśmy dostawcami owoców i warzyw do jednej z olsztyńskiej sieci i w podobny sposób [jak Edwarda Gollenta – red.] nas potraktowano – relacjonują. – Dostawaliśmy faktury za różne usługi marketingowe, które nigdy nie były wykonane. Sieć potrącała sobie należność i bywało tak, że w ogóle nie dostawaliśmy pieniędzy za dostarczony towar.

Nie wiadomo, ilu w ten sposób zostało pokrzywdzonych dostawców przez sklepy wielkopowierzchniowe, bo nikt nie prowadzi takich statystyk. – Ale to duży problem społeczny – uważa posłanka Lidia Staroń. Dlatego złożyła interpelację do ministrów sprawiedliwości i gospodarki w sprawie przeciwdziałania praktykom nieuczciwej konkurencji stosowanych przez sieci sklepów wielkopowierzchniowych. W odpowiedzi na tę interpelację, zastępca prokuratora generalnego polecił prokuratorom apelacyjnym, aby niezwłocznie zobowiązali prokuratorów do „podejmowania przewidzianych prawem działań we wszystkich przypadkach świadczących o stosowaniu praktyk nieuczciwej konkurencji”. Na czym w praktyce taka pomoc będzie polegać? – Będą monitorowane procesy toczące się przed sądami cywilnymi i w zależności od sprawy, prokurator będzie włączał się do postępowania cywilnego, bo ma takie uprawnienia – mówi Janusz Kordulski, rzecznik prokuratury apelacyjnej w Białymstoku, któremu podlega olsztyńska prokuratura.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *