Biedronka nigdy nas nie przeprosiła

Osiedle domków jednorodzinnych, rzut kamieniem od dworca kolejowego w Pasłęku. Tu w szarym, skromnym, dwukondygnacyjnym budynku mieszka Bożena Łopacka, która ponad dziesięć lat temu rzuciła rękawicę portugalskiej sieci Jeronimo Martins. Okrzyknięto ją Bożeną d’Arc , Wałęsą w spódnicy, polską Erin Brockovich. Podczas gdy prawdziwa Erin-wywalczyła od firmy zatruwającej środowisko 2,5 mld dolarów i zrobiła karierę w amerykańskiej telewizji, Łopacka żyje z emerytury swojej byłej teściowej, którą się opiekuje. 15 stycznia 2019 roku Sąd Pracy w Elblągu oddalił jej powództwo i siedmiu byłych pracownic Biedronki o zadośćuczynienie i przeprosiny za pracę w urągających warunkach w latach 1995- 2005.
Proces ruszył w marcu 2018 roku i toczył się za zamkniętymi drzwiami. Powódki zostały obciążone kosztami sądowymi na rzecz spółki Jeronimo Martins Polska, po 2,7 tys. zł. każda , jedna z nich ma zapłacić połowę tej kwoty.
– Własnych dochodów nie mam , będę musiała się zapożyczyć, ale na razie się tym nie przejmuję – mówi Bożena Łopacka. Zamierzamy apelować, może karta się odwróci. Wcale nie miałam ochoty na ten proces, ale nigdy się nie pogodziłam z tym, co oni nam zrobili. Nikt nas nigdy za to nie przeprosił. Mówię to nie tylko we własnym imieniu, lecz w imieniu całej rzeszy pracowników spółki, których dotknęła podobna niesprawiedliwość, niektóre z tych osób przypłaciły ją życiem jak np. Anna Daszkiewicz z Lęborka. Od samego początku sprawa toczyła się źle , prawnicy JMP przekonywali sąd „ że to zdarzyło się dawno i nieprawda”, a teraz jest cudownie. Taka argumentacja jest po prostu przewrotna.
– Sąd tak naprawdę potwierdził to, co strona pozwana podnosiła od samego początku, wykazując bezzasadność w całości wszystkich roszczeń dochodzonych przez powodów- mówił po procesie Adam Gąsiorowski pełnomocnik spółki JMP, dodając, że firma jest gotowa na apelację.

Popełniłam zawodowe samobójstwo

Rozmawiamy w małej kuchni na piętrze. Na stole bukiet tulipanów, w piekarniku podgrzewa się obiad dla babci. Czarny szczeniak Paco, nie odstępuje pani Bożeny na krok, wciska się na fotel, kładzie jej łapy na ramionach. Jest jej oczkiem w głowie, radością wielką. Po tym jak córka już po studiach wyprowadziła się z domu i zaczęła samodzielne życie, wypełnił pustkę po niej.
– Mam 11 świadectw pracy, mówi kobieta, jeszcze przed Biedronką pracowałam jako kelnerka i barmanka. Pierwsza dekada po przemianach to był prawdziwy dramat tu u nas, zwłaszcza dramat kobiet. Pracowników było na pęczki, 30- procentowe bezrobocie. Na rozmowę w Biedronce w 1997 roku przyszło nas 120. Zatrudnili dziesiątkę. Jak my się wtedy cieszyłyśmy , myślałyśmy, że Pana Boga za nogi złapałyśmy. Zaczynałam jako kasjerka, szybko awansowałam, najpierw na trzeciego kierownika w sklepie w Pasłęku, potem na kierownika sklepu w Elblągu. Nie mogłam znieść nieuczciwości, zwłaszcza fałszowania czasu pracy. Młode dziewczyny , zatrudnione na ¾ etatu zamiast sześciu godzin pracowały drugie tyle za marne 500 złotych, nie mogły nawet odejść , bo nie przysługiwał im zasiłek, a miały dzieci i rodziny. W magazynach wtedy jeszcze nie zatrudniano mężczyzn, w dziesiątkę przewalałyśmy tony towarów , na paletach ręcznych. To sztuka taką obciążoną paletą kierować, najgorsze były zgrzewki soków i wody. Siadały nam kolana i kręgosłupy. Gdy się postawiłam, przedstawiając autentyczną ewidencję czasu pracy, kierownik rejonu ją podarła i rzuciła mi twarz. Moje skargi do władz zwierzchnich spółki dały tyle że , zaczęto mnie niszczyć, zastawiać na mnie pułapki, raz zwalono część palet mojego towaru w innym sklepie. Na szczęście byłam wtedy nieobecna, lecz moja zastępczyni to przegapiła. Pętla zaciskała się coraz mocniej, w wieku 38 lat miałam ciśnienie na pograniczu wylewu, jadąc do pracy walczyłam z mdłościami, trzęsły mi się ręce na widok zwierzchników. Poszłam do psychiatry- stwierdził depresję lękową, kilka miesięcy byłam na psychotropach. Zwolniłam się.
Listopad 2002 zapisał się w jej życiu czarno. Odchodząc z Biedronki straciła nie tylko finansową niezależność lecz rozpadło się jej małżeństwo i miała wypadek- uderzyła samochodem w drzewo. Jednak się pozbierała, złożyła w sądzie pracy pozew o niezapłacone nadgodziny. Po nagłośnieniu sprawy w mediach nawiązała kontakt olsztyńskim Stowarzyszeniem Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe- Biedronka / obecnie Stowarzyszenie Stop Wyzyskowi- Biedronka/, które ją wsparło prawnie. W 2007 roku wygrała w sądzie 26 tys. zaległego wynagrodzenia. Po spłaceniu długów, resztę środków przeznaczyła na otwarcie studia stylizacji paznokci. Minibiznes zamknęła w 2011 i od tego czasu nie pracuje.
– Dobił mnie wysoki ZUS – wyjaśnia. Ponad tysiąc złotych miesięcznie, do tego doszły koszty wynajmu lokalu w Elblągu i koszty dojazdu. Na suchą bułkę mi nie zostawało. Z ośmiu kobiet, które złożyły pozew, tylko ja jestem na garnuszku rodziny. Jedna z nich jest na emeryturze, druga na rencie, trzecia wyjechała za granicę. Reszta pracuje i unika rozgłosu, one nic nie powiedzą, bo widzą co się ze mną stało.. Po zamknięciu firmy nikt nie chciał mnie zatrudnić. Pracodawcy wielkie oczy robili gdy przychodziłam, jakby ujrzeli ducha, jakby mi rogi wyrosły, bali się że ściągnę im zaraz telewizję na głowę. Mówili, że jestem za stara, a mam tylko 54 lata. Pomagałam tysiącom ludzi, a sama zrobiłam sobie krzywdę tą walką , strzeliłam sobie w stopę, popełniłam zawodowe samobójstwo.
Szkoda mówić, macha ręką. Babciu, obiad !- woła. Potem jeszcze pędzi do pieca, bo jak zgaśnie, będzie musiała go rozpalać go od nowa. Za nią leci Paco cały wniebowzięty.

Jestem zbyt silną osobowością

Przez kilka lat była na ustach wszystkich. Rozpisywały się o niej gazety, robiły programy telewizje. Zawsze elegancka, zadbana, na niebotycznych szpilkach, wygadana, świetnie sobie radziła w mediach, kamery ją po prostu kochały. W Przekroju nazwano ją fenomenem , 18 razy wystąpiła w tvn- nowskiej „Uwadze”, wystąpiła też w programie Piotra Najszuba. Do jej domu w Pasłęku przyjeżdżały telewizje z Danii, Niemiec i Francji.
– Cała Unia oglądała ten francuski film o europejskich bohaterkach mimo woli, wśród których się znalazłam- dodaje. Problemem Biedronek interesowała się wówczas europejska Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. W 2007 roku zostałam zaproszona do sejmu na obrady Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Dwa tygodnie mieszkałam w hotelu poselskim, korzystając z gościnności lewicowych posłanek. Choć prawnicy przygotowali mi wystąpienie, zrezygnowałam z niego. Mówiłam od siebie , z serca, 20 minut bez kartki. Mimo ,że wówczas nie miałam za co żyć i odcięto mi telefon byłam pełna entuzjazmu, przekonana że ja zwykła kobieta z prowincji mogę coś zmienić, że robię to dla sprawy. Naiwnie wierzyłam, że skoro dałam tyle dobra z siebie, to chociaż jeden procent do mnie wróci.
Próbowała też swoich sił w polityce. Jedyną poważną propozycję , jak podkreśla, złożyło jej z SDPL / Socjaldemokracja Polska/ Marka Borowskiego w wyborach do sejmu w 2005 roku.
– Z perspektywy czasu , uważam , że był to jeden z niewielu polityków, który potraktował mnie z szacunkiem, inni chcieli zagarnąć tylko tę moją popularność dla siebie- mówi. Dostałam w Elblągu 2,5 tysiąca głosów, lecz SDPL nie przekroczyło progu wyborczego. Zamiast mnie do sejmu dostała się moja konkurentka , na którą głosowało trzy razy mniej ludzi niż na mnie. Taki pech. Potem startowałam jeszcze w wyborach samorządowych na radną z LID-u i też się nie dostałam. Na start z własnego komitetu wyborczego nie było mnie stać. Nie jestem jakąś czerwoną komunistką, ale bądźmy szczerzy moja działalność i poglądy są lewicowe. Myślę też, że mam za silną osobowość. W Polsce samodzielne, wyraziste kobiety łatwo nie mają. Zaraz w dopada je zawiść, a w życiu publicznym, którym rządzą mężczyźni, marginalizacja. Na mnie też wylał się taki hejt, pisano, że mam parcie na szkło, że wciąż mi mało. Bardzo mnie to zabolało, polikwidowałam nawet kilka kont na stronach. Czy to źle, że chcę coś robić, że jestem ambitna? Nawet depresyjne epizody nie zdołały mnie złamać do końca, uważam, że jakiś potencjał i cechy przywódcze mam.
Bożena Łopacka od lat udziela się społecznie w Stowarzyszeniu Stop Wyzyskowi- Biedronka. Kobieta jest jednym z dwojga przewodniczących tej organizacji. Za kontakty z oszukanymi przez Biedronkę dostawcami odpowiada Edward Gollent, ona jest odpowiedzialna za sprawy pracownicze

Ogólnopolskie śledztwo bez finału

Kiedy maju 2006 roku przygotowywałam materiał pt. „Ofiary Biedronki” wśród poszkodowanych pracowników sieci było wiele nadziei. Śledztwo , które utknęło w poznańskiej prokuraturze, decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości, przeniesiono do Gliwic. Tamtejsi prokuratorzy planowali przesłuchać nawet 20 tys. ludzi. Przesłuchania , które w formie ankiet rozpoczęto na komendach policji, miały pokazać rozmiary zjawiska.
– Chyba stał się cud, że wreszcie wymiar sprawiedliwości zainteresował się naszą sprawą. Już pierwsze efekty widać. Moja koleżanka dystyplinarnie zwolniona z Biedronki, gdy zagroziła pójściem do sądu, otrzymała zwolnienie na lepszych warunkach. W styczniu na drodze ugody otrzymałam pieniądze za 1500 niezapłaconych nadgodzin. W sądzie w Rybniku zapadł wyrok w sprawie znęcania się, dwie kierowniczki zostały skazane na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny- mówiła wówczas Renata Myćka ze Śląska.
W piśmie z 2009 roku do Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe „ Biedronka” Ministerstwo Sprawiedliwości informowało : „ Obecnie na terenie kraju w przedmiotowych sprawach pozostaje w toku 39 postępowań. Postanowienia o przedstawieniu zarzutów wydano wobec 302 osób tj. kierowników sklepów, zastępców kierowników i kierowników rejonów, w tym skierowano 32 akty oskarżenia przeciwko 63 osobom. Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Gliwicach dotyczy złośliwego lub uporczywego naruszania, wynikających ze stosunku pracy, praw pracowników sieci sklepów „Biedronka” narażania ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu- przez członków Zarządu Spółki Jeronimo Martins Dystrybucja- to jest przestępstwo określone w art. 218 ,220,271 par.1 Kodeksu Karnego.
-Potem impet działań wymiaru sprawiedliwości osłabł, a sprawa nigdy nie została sfinalizowana. Mało tego, w 2015 roku Pedro Pereira da Silva, były dyrektor operacyjny grupy Jeronimo Martins został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. Obliczyliśmy że Biedronka nie wypłaciła za pracę w nadgodzinach 125 mln zł, kwotę tę potwierdził Sąd Najwyższy w 2009 w uzasadnieniu wyroku syg. akt IV CSK 290/09. Ten dług rośnie, obecnie przekroczył już 320 mln zł, można wejść na naszą stronę internetową i sprawdzić. To jest informacja ogólnodostępna. Do tej kwoty należy dodać nieodprowadzane składki na ZUS i podatki do skarbówki. Nie wspomnę już o oszukanych dostawcach, aktualnie p. Ariusz Jędrzejczyk z Pińczowa walczy w sądach, jego firma zbankrutowała, a on sam trafił na pół roku do szpitala psychiatrycznego- mówi jeden z członków Stowarzyszenia Stop Wyzyskowi „Biedronka”, który chce zachować anonimowość.
Stowarzyszenie stara się zainteresować sprawą premiera. Mimo upływu wielu lat roszczenia byłych pracowników Biedronki nie uległy przedawnieniu. Jak tłumaczą reprezentujący ich prawnicy, zmieniły się przepisy. Wcześniej roszczenia przedawniłyby się po 10 latach. Obecnie, gdy dane zdarzenie, które zgłasza pracownik wynika z przestępstwa, termin ulega wydłużeniu do 20 lat.

Nie buduje się zamków na gruzach

W 2013 roku odbyła się promocja filmu fabularnego Marii Sadowskiej „Dzień Kobiet”. Film nawiązywał do historii Bożeny Łopackiej i walki kobiet w Biedronkach.
– Dla mnie jest niepojęte jak można kręcić film o jakiejś postaci, która jest swojego rodzaju pierwowzorem, tworzyć scenariusz, nie kontaktując się z nią wcale- mówi Bożena Łopacka. Nikt nawet do mnie nie zadzwonił. W pewien sposób zrobiono mi krzywdę tym filmem. Byłam zniesmaczona, gdy go obejrzałam. W przeciwieństwie do filmowej Haliny, nie wychowywałam córki samotnie, gdyż z mężem rozstałam się po odejściu z Biedronki. Nie miałam też romansu z kierownikiem rejonu, gdyż moim kierownikiem była kobieta. Jednak większość ludzi, którzy mnie nie znali, odebrało ten film dosłownie. Pojawiły się głupie wpisy w Internecie. Film nie przysłużył się też naszej sprawie, przedstawił ją prześmiewczo, idiotycznie wręcz. Pomijam już to, że wiele wątków dotyczących pracy w markecie było nieprawdziwych. Na szczęście nie miał dużej oglądalności.
Od 16 lat bierze leki na nadciśnienie i będzie je brać do końca życia. Osłabiła ją depresja. W okolicznościach, gdy nie mam wpływu na sytuację , np. w windzie , w korkach miewa ataki paniki, szybko wpada w psychiczny dół.
– Minęło prawie 12 lat od pierwszej rozprawy, a zadra ciągle jest, bo pewne rzeczy po prostu nie giną jak chcieliby nasi adwersarze- mówi . Oni twierdzą, że teraz w Biedronce jest lepiej. Ja tego nie neguję. Lecz najpierw trzeba zrobić porządek z przeszłością, przeprosić. Nie buduje się przecież zamków na gruzach.
Przez te wszystkie niełatwe lata, pozbyła się złudzeń, wyciszyła. Doszła do wniosku, że ważny jest umiar, złoty środek. Sama nie wie, czy chciałaby znów zostać osobą publiczną. Może raczej skupi się na układaniu osobistego życia. Ucieczką od problemów jest dla niej czytanie.
– Lubię wieczorem rozsiąść się na kanapie, z kubkiem herbaty, telewizor gra cichutko, a ja włączam czytnik Kidla, który dostałam pod choinkę i przenoszę się do innego świata. Przez ostatnie dwa lata to ponad 300 książek przeczytałam. Lecz z drugiej strony chciałabym, żeby ta nasza walka nie została zapomniana. Wciąż naiwnie wierzę, że jak człowiek mówi prawdę , to nie może przegrać. Przecież młode pokolenia o tym doświadczeniu, które nas spotkało pojęcia nie mają, a powinno być dla nich ostrzeżeniem…
Związek zawodowy Solidarność w Biedronce jest obecnie w sporze zbiorowym z pracodawcą. Trwa referendum strajkowe. Przewodniczący związku Piotr Adamczak nie odniósł się do przegranej w procesie byłych pracownic sieci.