Biedronka kusi pracowników

Pracownicy Biedronki nie są już wyzyskiwani. Są uśmiechnięci i szczęśliwi. Pracują bowiem w Biedronce. A to oznacza, że mają możliwość, by odetchnąć wreszcie pełnią życia i rozwijać swe życiowe pasje: z upodobaniem skaczą więc na spadochronach i oddają się nawet grze na wiolonczeli

    Taki właśnie obraz wyłania się z nowych reklam sieci: uśmiechnięta dziesiątka pracowników stoi w towarzystwie atrakcyjnej dziewczyny w profesjonalnym stroju spadochroniarza. Wyraźnie nie pasuje do ubranych w czerwone fartuchy pracowników supermarketu. Wygląda raczej na dziarskiego menedżera jakiegoś banku, który swoje nietanie przecież hobby uprawia w wolnym czasie. Jednak z reklamy dowiadujemy się, że… to pani Magda Kwiatkowska, skoczek spadochronowy, która jako kierownik pracuje w chrzanowskiej Biedronce. Druga reklama: tu panią Magdę zastępuje równie atrakcyjna młoda kobieta, tym razem w wytwornej balowej sukni, trzymająca w rękach smyczek i wiolonczelę. To pani Ewa Nowakowska, wiolonczelistka, pracownik sklepu Biedronka w Bydgoszczy. Pod reklamami czytamy hasło reklamowe: „Kto by nie chciał pracować w Biedronce”.

– Ta reklama jest mało wiarygodna. Sam pomysł na przekaz reklamowy, że Biedronka jest fajna dla pracowników w momencie, gdy w rzeczywistości ma fatalną opinię, jest trochę chybiony – tłumaczy Tomasz Banasik, szef firmy reklamowej Red Emu. – Jednak nie można wykluczyć, że ludzie mogą zacząć wierzyć nawet w fałsz, gdy powtarza się go wiele razy – dodaje.

Reklamy nie podobają się też wielu obecnym pracownikom Biedronki. – Krew mnie zalewa, kiedy je widzę – żali się Ewa, 42-letnia pracownica sieci. – Nawet gdybym chciała, nie znalazłabym czasu na pogrywanie na wiolonczelach czy jakieś skakanie. Nie mówiąc już o tym, że pewnie nigdy nie będzie mnie na takie rzeczy stać. Marek, magazynier z Biedronki, dodaje: – U nas faktycznie było kilku spadochroniarzy, ale my tak nazywamy tych, którzy wylatują z roboty.

Nasi rozmówcy nie godzą się na podawanie nazwisk, proszą, by nie podawać także nazw miejscowości sklepów, w których pracują. – Nie chcemy zostać kolejnymi spadochroniarzami.

Reklama wzburzyła również Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci „Biedronka”: – Zapominają, że najpierw powinni rozliczyć się ze swojej przeszłości. Najwyraźniej zapomnieli już o wyzyskiwanych pracownikach, którym przez długie lata nie wypłacali wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach i o tych, którzy trwale stracili tam zdrowie, a trzy wręcz życie – mówi Edward Gollent, szef stowarzyszenia. Według niego reklama może wprowadzać w błąd, a sposób przedstawiania wizerunku sieci jest nieetyczny. – Nasi prawnicy już pracują nad skargą do Komisji Etyki Reklamy – podkreśla.

Jeśli komisja uzna, że reklama jest niezgodna z kodeksem etyki reklamy, upomina firmę, a to w praktyce skutkuje, że reklama albo zostaje przez zmieniona, albo wycofana. – Choć nie możemy zakazać emisji nieetycznych reklam, to jednak najczęściej po naszym orzeczeniu firmy same je wycofują. Niekiedy wystarcza wiadomość o tym, że wpłynęła do nas skarga. Firmom nie opłaca się nie reagować na nasze zalecenia, bo na informacji ,że działają nieetycznie, cierpi ich wizerunek – mówi Juliusz Braun, dyrektor generalny Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy, któremu podlega komisja.

Szefostwo Biedronki nie chciało z nami rozmawiać o nowych reklamach. Usłyszeliśmy tylko zapewnienie, że skoczek spadochronowy i wiolonczelistka to prawdziwi pracownicy Biedronki, nie aktorzy, a sama reklama jest częścią strategii firmy. Nieoficjalnie mówi się, że Biedronka ma problemy z naborem pracowników. Nowe reklamy mają to zmienić.

– Systematycznie przeprowadzamy tam kontrole. Niestety, w tym roku dostaliśmy już 20 skarg na Biedronkę – mówi Danuta Rutkowska z Państwowej Inspekcji Pracy. To prawie tyle co w całym zeszłym roku (22). Skargi dotyczą m.in.: niewypłacania wynagrodzeń za nadgodziny, niewłaściwego wyposażenia pomieszczeń sanitarnych, wentylacji w pomieszczeniach pracy, a także dźwigania przez pracowników ciężarów ponad normy.

    Pikieta: rozliczyć śmierć w Biedronce

Pod takim hasłem mają dziś demonstrować pod Ministerstwem Sprawiedliwości członkowie stowarzyszeń poszkodowanych przez Biedronkę. Przyjdą też najbliżsi zmarłych Anny Daszkiewicz, Anety Glińskiej, Józefa Lubińskiego. Wszyscy pracowali w Biedronce. -Te niewyjaśnione śmierci są dowodem nieudolności organów ścigania – mówi Edward Gollent, przewodniczący stowarzyszenia.

Celem pikiety jest wprowadzenie zmian wprawie – danie uprawnień najbliższym poszkodowanych, a zwłaszcza organizacjom pozarządowym, do uczestniczenia w śledztwach w charakterze tzw. przedstawiciela społecznego.

Zbigniew Ćwiąkalski dostanie też petycję w sprawie śledztwa o łamanie praw pracowniczych, w sieci Biedronka. Sprawa nagłośniona w 2005 r. rozpływa się. Za Zbigniewa Ziobry połączono ją w jedno wielkie śledztwo, potem znów rozbito między różne prokuratury. Coraz częściej sprawy są umarzane z powodu przedawnienia. Czasem zarzuty dostają kierownicy sklepów, ale nie sięgnięto dotąd po właściciela sieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *