Henryk Kania uderza w Biedronkę: wymuszane płatności i podkręcanie śruby dobiły firmę

W obszernym wywiadzie udzielonym „Business Insider Polska” Henryk Kania tłumaczy, dlaczego jego zdaniem Zakłady Mięsne Henryk Kania znalazły się w tak złej sytuacji. Jako winnych wskazuje „układ”, czyli „zmowę nadzoru sądowego, banków, Cedrobu i prawdopodobnie śląskiego wymiaru sprawiedliwości” oraz sieć sklepów Biedronka, która była odbiorcą 70 proc. produkowanych przez ZMHK wyrobów. Według Kani „celem tej zmowy jest zniszczenie Henryka Kani i przejęcie Zakładów za małą część ich wartości”.

Henryk Kania, który ostatnio wyjechał poza granice Polski i pozostaje nieuchwytny, zdecydował się udzielić obszernego wywiadu serwisowi Businessinsider.com.pl. Tłumaczy w nim na łamach Business Insidera, dlaczego jego Zakłady znalazły się w tak złej sytuacji. Jako główne powody wskazuje utratę zysków spowodowaną wzrostem cen mięsa wieprzowego w 2017 r. o ponad 30 proc., konieczność finansowania płynności finansowej firmy kredytem i faktoringiem i konieczność „współfinansowania działalności wielkich sieci sklepów w Polsce”. Ostatni zarzut dotyczy głównie sieci Biedronka, która zdaniem Kani wykorzystywała swoją pozycję, aby :podkręcać śrubę” i domagać się od ZMHK coraz wyższych opłat marketingowych.

Kania wskazuje, że w 2017 roku mięso wieprzowe – które było głównym składnikiem produkowanych wędlin – bardzo podrożało po tym, jak wybuchła epidemia ASF, która zdziesiątkowała pogłowia trzody chlewnej. Pomimo wzrostu cen surowca „wielkie sieci handlowe nie zgodziły się w 2017 r. na podniesienie cen zakupu naszych produktów adekwatne do podwyżki kosztów” – tłumaczy. „Z perspektywy czasu uważam, że dodatkowym elementem była moja przesadna wiara, że jak zbuduję ogromną firmę mięsną i wejdę z jej produktami do największych sieci sprzedaży, to Zakłady osiągną sukces, również finansowy” – dodaje Kania i ubolewa, że takie podejście doprowadziło firmę na skraj bankructwa.

W 2011 r. ZMHK nawiązały współpracę z Biedronką – zawarły z siecią porozumienie strategiczne. Według słów Kani do 2017 r. współpraca układała się pomyślnie. Jednak według słów Henryka Kani, dwa lata temu Biedronka wypowiedziała umowę o strategicznej współpracy „tłumacząc, że musi maksymalizować zyski i nie może utrzymać wynegocjowanych z nami kilka lat wcześniej warunków współpracy”. Dla ZMHK był to początek poważnych kłopotów finansowych.

Kania podkreśla, że marże w przemyśle wędliniarskim nie są wysokie, a średnia rentowność wynosi od 1 do 2,5 proc. „Przy sprzedaży w wysokości miliarda złotych, teoretyczny zysk firmy wynosi około 10 – 25 mln zł”. Jednak w 2018 roku koszty obsługi długu zakładów sięgały już 38 mln zł. „Realia rynkowe spowodowały, że znaleźliśmy się w kleszczach Biedronki i banków, a na to nałożył się wzrost cen wieprzowiny. Około 70 proc. naszych wyrobów było odbieranych przez Biedronkę. Sieć płaciła nam po ponad dwóch miesiącach od dnia dostawy towaru. Żeby dostarczyć do Biedronki miesięcznie towar za 50 mln zł, trzeba było mieć kapitał obrotowy w wysokości 125 mln zł” – tłumaczy Kania i szacuje, że firmie brakowało wówczas miesięcznie około 60 mln zł kapitału tylko po to, aby obsługiwać zamówienia od Biedronki, a dodatkowo konta obciążały także inne wydatki.

Henryk Kania podkreśla, że współpraca z Biedronką była dla jego zakładów wyjątkowo niekorzystna. Im lepiej powodziło się zakładom, tym bardziej Biedronka negocjowała warunki i dokręcała śrubę. Chociaż na początku współpracy z wielką siecią koszty są minimalne, często zerowe, to sytuacja szybko uległa zmianie. „W kolejnych latach śruba jest coraz bardziej dokręcana. Sieci żądały nawet 30 proc. wartości naszej rocznej sprzedaży z tytułu możliwości sprzedaży produktów w ich sklepach” – wskazuje Kania i dodaje, że „do tego dochodziła „kara” za zbyt szybki rozwój naszej firmy: żądanie nadzwyczajnej opłaty w wysokości kilku milionów złotych z tytułu zwiększenia przychodów dzięki współpracy z siecią. Dodatkowo Biedronka obciążała firmę różnymi opłatami marketingowymi.

Jak tłumaczy Kania, sieć przerzucała na jego firmę „swoje koszty reklamy, koszty swoich akcji promocyjnych oraz innych programów budujących jej dobry wizerunek” mimo że „to nie był element umowy, ale powszechna praktyka wymuszania takich płatności”. „Biedronka stosowała groźbę, że jeżeli nie zapłacimy, to będą ograniczać nam asortyment, czyli będą kupowali mniej naszego towaru” – wspomina Kania. Według jego słów od 2017 roku żądania dodatkowych opłat zaczęły pojawiać się coraz częściej, a jednorazowo sieć potrafiła zażądać np. 10 mln zł. Biedronka domagała się też obniżki cen produktów, aby być bardziej konkurencyjna, a w razie odmowy groziła, że nawiąże współpracę z inną, tańszą firmą.

Zakłady zaczęły wkrótce tracić płynność finansową i musiały posiłkować się kredytami i faktoringiem, który według słów Kani został firmie „podsunięty przez Biedronkę w Citi Handlowym”. Henryk Kania tłumaczy, że nie ma postawionych żadnych zarzutów, a jego miejsce pobytu znane jest urzędowi skarbowemu i prokuraturze. „Prokuratura nie chce rozmawiać z moim prawnikiem i nie próbowała skontaktować się ze mną. Dlaczego tego nie zrobiła?” – pyta retorycznie tłumacząc, że nie jest prawdą, że wyprowadził z firmy pieniądze i uciekł z Polski.

źródło: https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/henryk-kania-uderza-w-biedronke-wymuszane-platnosci-i-podkrecanie-sruby-dobily-firme,58086?newsletter=1280