UOKiK zainteresowany słowami Henryka Kani o praktykach handlowych sieci Biedronka

Jak dowiedział się portal wiadomoscihandlowe.pl, UOKiK zamierza się skontaktować z Henrykiem Kanią, aby pozyskać od niego informacje o praktykach handlowych sieci Biedronka względem dostawców. To pokłosie wywiadu z Kanią opublikowanego we wtorek przez „Business Insider Polska”.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że tezy jakie padły w wywiadzie zainteresowały urzędników UOKiK odpowiedzialnych za sprawy związane z ustawą o przewadze kontraktowej. Przypomnijmy, że pod koniec września urząd wszczął postępowanie, w ramach którego sprawdza, czy właściciel Biedronki, firma Jeronimo Martins Polska, stosuje nieuczciwe praktyki wobec dostawców produktów spożywczych. JMP grozi kara w wysokości nawet do 3 proc. rocznych obrotów (około 1,5 mld zł).

Urzędnicy UOKiK chcą pozyskać od Henryka Kani dodatkowe informacje na temat praktyk stosowanych przez Biedronkę. Chodzi tu o kwestię tzw. opłat półkowych i rabatów, ale też – w szerszym ujęciu – sposób postępowania sieci z dostawcami. Chcą także dowiedzieć się, jakich lat dotyczą zjawiska, o których opowiedział Kania. Nowe materiały, jakie być może uda się zdobyć w ten sposób urzędnikom, mają zostać włączone do postępowania dotyczącego wykorzystywania przewagi kontraktowej.

Kania w rozmowie z „BIP” zarzucił Biedronce m.in. przerzucanie na jego firmę „kosztów reklamy, kosztów swoich akcji promocyjnych oraz innych programów budujących dobry wizerunek [sieci]”. Jak stwierdził, „to nie był element umowy, ale powszechna praktyka wymuszania takich płatności”.

– Biedronka stosowała groźbę, że jeżeli nie zapłacimy, to będą ograniczać nam asortyment, czyli będą kupowali mniej naszego towaru – twierdzi Kania. Według jego relacji, od 2017 r. żądania takich opłat pojawiały się coraz częściej, a kwoty były coraz wyższe. – Jednostkowo, sieć handlowa potrafiła zażądać nawet 10 mln zł – powiedział Kania „Business Insiderowi”.

– Do tego dochodziły próby wymuszeń obniżek cen. Bo konkurencja ma niższą cenę na dany produkt, to oni też chcą mieć niższą cenę. I znów, gdybyśmy nie obniżyli cen, to Biedronka straszyła, że oni wówczas nawiążą współpracę z tańszą konkurencją – stwierdził biznesmen.

Henryk Kania uważa, że zbyt duże uzależnienie od Biedronki było jedną z przyczyn, jakie złożyły się na kłopoty jego firmy. Aż 70 proc. produkcji ZMHK trafiało właśnie do tej sieci dyskontów. Kania w wywiadzie dla „BIP” stwierdził, że jego wiara w to, że „jak zbuduje ogromną firmę mięsną i wejdzie z jej produktami do największych sieci sprzedaży, to Zakłady osiągną sukces, również finansowy”, okazała się zbyt przesadna. – To myślenie okazało się wielką pułapką – ocenia biznesmen.

Zdaniem Kani, uzależnienie ZMHK od jednej sieci handlowej, czyli Biedronki, ostatecznie okazało się zbyt duże. – Do 2017 r. współpraca (…) układała się korzystnie. Dwa lata temu Biedronka wypowiedziała nam umowę o strategicznej współpracy, tłumacząc, że musi maksymalizować zyski i nie może utrzymać wynegocjowanych z nami kilka lat wcześniej warunków współpracy. To był początek dużych kłopotów finansowych – powiedział.

Do chwili publikacji niniejszego artykułu nie otrzymaliśmy komentarza od sieci Biedronka. Nie udało nam się także skontaktować z Henrykiem Kanią.

Przypomnijmy, że postępowanie UOKiK w sprawie nadużywania przewagi kontraktowej przez Biedronkę trwa od 25 września. Wcześniej, w czerwcu, urząd przeprowadził kontrolę w Jeronimo Martins. Uzyskane w ten sposób informacje i dokumenty „dały podstawę do postawienia przedsiębiorcy zarzutu nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej”.

UOKiK-owi szczególnie nie spodobał się jeden z rabatów, jaki Biedronka uzyskuje od dostawców (w szczególności dostawców owoców i warzyw). Według urzędu, dostawcy Biedronki nie znają wysokości tego rabatu, a informowani są o nim „na koniec miesiąca, po zrealizowaniu dostaw”. – W przypadku nieudzielenia tego rabatu, dostawcy grozi kara umowna – tłumaczył UOKiK w komunikacie.

Zdaniem Marka Niechciała, prezesa UOKiK, taka praktyka właściciela sieci Biedronka „może stanowić naruszenie dobrych obyczajów i wykorzystywanie słabszej strony umowy”. – Jeronimo Martins Polska ma silniejszą pozycję negocjacyjną i podejrzewamy, że wykorzystuje ją w nieuczciwy sposób. W efekcie tych działań dostawca produktów spożywczych, głownie owoców i warzyw, nie ma pewności, czy będzie musiał udzielić dodatkowego rabatu, ani jak duży on będzie. Tym samym zawierając umowę nie wie, ile będzie mógł zarobić – komentował Niechciał.

Przypomnijmy, że do postępowania prowadzonego przez UOKiK przystąpili już byli pracownicy i dostawcy Biedronki zrzeszeni w stowarzyszeniu „Stop Wyzyskowi – Biedronka”. Jak zapewnił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Edward Gollent, prezes organizacji, stowarzyszenie dysponuje „szeregiem dokumentów i zeznań świadków pokazujących, że ujawnione praktyki firmy nie są żadnym wypadkiem przy pracy ani pomyłką, tylko świadomie prowadzonym i systemowym rozwiązaniem wdrażanym od lat 90.”.

 

 

źródło: https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/uokik-zainteresowany-slowami-henryka-kani-o-praktykach-handlowych-biedronki-tylko-u-nas,58164?newsletter=1281

Henryk Kania uderza w Biedronkę: wymuszane płatności i podkręcanie śruby dobiły firmę

W obszernym wywiadzie udzielonym „Business Insider Polska” Henryk Kania tłumaczy, dlaczego jego zdaniem Zakłady Mięsne Henryk Kania znalazły się w tak złej sytuacji. Jako winnych wskazuje „układ”, czyli „zmowę nadzoru sądowego, banków, Cedrobu i prawdopodobnie śląskiego wymiaru sprawiedliwości” oraz sieć sklepów Biedronka, która była odbiorcą 70 proc. produkowanych przez ZMHK wyrobów. Według Kani „celem tej zmowy jest zniszczenie Henryka Kani i przejęcie Zakładów za małą część ich wartości”.

Henryk Kania, który ostatnio wyjechał poza granice Polski i pozostaje nieuchwytny, zdecydował się udzielić obszernego wywiadu serwisowi Businessinsider.com.pl. Tłumaczy w nim na łamach Business Insidera, dlaczego jego Zakłady znalazły się w tak złej sytuacji. Jako główne powody wskazuje utratę zysków spowodowaną wzrostem cen mięsa wieprzowego w 2017 r. o ponad 30 proc., konieczność finansowania płynności finansowej firmy kredytem i faktoringiem i konieczność „współfinansowania działalności wielkich sieci sklepów w Polsce”. Ostatni zarzut dotyczy głównie sieci Biedronka, która zdaniem Kani wykorzystywała swoją pozycję, aby :podkręcać śrubę” i domagać się od ZMHK coraz wyższych opłat marketingowych.

Kania wskazuje, że w 2017 roku mięso wieprzowe – które było głównym składnikiem produkowanych wędlin – bardzo podrożało po tym, jak wybuchła epidemia ASF, która zdziesiątkowała pogłowia trzody chlewnej. Pomimo wzrostu cen surowca „wielkie sieci handlowe nie zgodziły się w 2017 r. na podniesienie cen zakupu naszych produktów adekwatne do podwyżki kosztów” – tłumaczy. „Z perspektywy czasu uważam, że dodatkowym elementem była moja przesadna wiara, że jak zbuduję ogromną firmę mięsną i wejdę z jej produktami do największych sieci sprzedaży, to Zakłady osiągną sukces, również finansowy” – dodaje Kania i ubolewa, że takie podejście doprowadziło firmę na skraj bankructwa.

W 2011 r. ZMHK nawiązały współpracę z Biedronką – zawarły z siecią porozumienie strategiczne. Według słów Kani do 2017 r. współpraca układała się pomyślnie. Jednak według słów Henryka Kani, dwa lata temu Biedronka wypowiedziała umowę o strategicznej współpracy „tłumacząc, że musi maksymalizować zyski i nie może utrzymać wynegocjowanych z nami kilka lat wcześniej warunków współpracy”. Dla ZMHK był to początek poważnych kłopotów finansowych.

Kania podkreśla, że marże w przemyśle wędliniarskim nie są wysokie, a średnia rentowność wynosi od 1 do 2,5 proc. „Przy sprzedaży w wysokości miliarda złotych, teoretyczny zysk firmy wynosi około 10 – 25 mln zł”. Jednak w 2018 roku koszty obsługi długu zakładów sięgały już 38 mln zł. „Realia rynkowe spowodowały, że znaleźliśmy się w kleszczach Biedronki i banków, a na to nałożył się wzrost cen wieprzowiny. Około 70 proc. naszych wyrobów było odbieranych przez Biedronkę. Sieć płaciła nam po ponad dwóch miesiącach od dnia dostawy towaru. Żeby dostarczyć do Biedronki miesięcznie towar za 50 mln zł, trzeba było mieć kapitał obrotowy w wysokości 125 mln zł” – tłumaczy Kania i szacuje, że firmie brakowało wówczas miesięcznie około 60 mln zł kapitału tylko po to, aby obsługiwać zamówienia od Biedronki, a dodatkowo konta obciążały także inne wydatki.

Henryk Kania podkreśla, że współpraca z Biedronką była dla jego zakładów wyjątkowo niekorzystna. Im lepiej powodziło się zakładom, tym bardziej Biedronka negocjowała warunki i dokręcała śrubę. Chociaż na początku współpracy z wielką siecią koszty są minimalne, często zerowe, to sytuacja szybko uległa zmianie. „W kolejnych latach śruba jest coraz bardziej dokręcana. Sieci żądały nawet 30 proc. wartości naszej rocznej sprzedaży z tytułu możliwości sprzedaży produktów w ich sklepach” – wskazuje Kania i dodaje, że „do tego dochodziła „kara” za zbyt szybki rozwój naszej firmy: żądanie nadzwyczajnej opłaty w wysokości kilku milionów złotych z tytułu zwiększenia przychodów dzięki współpracy z siecią. Dodatkowo Biedronka obciążała firmę różnymi opłatami marketingowymi.

Jak tłumaczy Kania, sieć przerzucała na jego firmę „swoje koszty reklamy, koszty swoich akcji promocyjnych oraz innych programów budujących jej dobry wizerunek” mimo że „to nie był element umowy, ale powszechna praktyka wymuszania takich płatności”. „Biedronka stosowała groźbę, że jeżeli nie zapłacimy, to będą ograniczać nam asortyment, czyli będą kupowali mniej naszego towaru” – wspomina Kania. Według jego słów od 2017 roku żądania dodatkowych opłat zaczęły pojawiać się coraz częściej, a jednorazowo sieć potrafiła zażądać np. 10 mln zł. Biedronka domagała się też obniżki cen produktów, aby być bardziej konkurencyjna, a w razie odmowy groziła, że nawiąże współpracę z inną, tańszą firmą.

Zakłady zaczęły wkrótce tracić płynność finansową i musiały posiłkować się kredytami i faktoringiem, który według słów Kani został firmie „podsunięty przez Biedronkę w Citi Handlowym”. Henryk Kania tłumaczy, że nie ma postawionych żadnych zarzutów, a jego miejsce pobytu znane jest urzędowi skarbowemu i prokuraturze. „Prokuratura nie chce rozmawiać z moim prawnikiem i nie próbowała skontaktować się ze mną. Dlaczego tego nie zrobiła?” – pyta retorycznie tłumacząc, że nie jest prawdą, że wyprowadził z firmy pieniądze i uciekł z Polski.

źródło: https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/henryk-kania-uderza-w-biedronke-wymuszane-platnosci-i-podkrecanie-sruby-dobily-firme,58086?newsletter=1280

Byli pracownicy i dostawcy Biedronki przyłączają się do postępowania UOKiK

(fot. materiały prasowe, Jeronimo Martins Polska)

Stowarzyszenie „Stop Wyzyskowi – Biedronka” poinformowało o przystąpieniu do postępowania UOKiK wobec Jeronimo Martins Polska dotyczącego nadużywania przewagi kontraktowej – donosi poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.

Organizacja zrzesza byłych pracowników i dostawców firmy, którzy uważają, że Biedronka działała na ich szkodę. Na stronie internetowej widnieje aktualizowany na bieżąco licznik, wskazujący aktualnie kwotę około 327 mln zł, podpisany: „to są pieniądze wraz z ustawowymi odsetkami, które Biedronka fałszując ewidencje czasu pracy ukradła kasjerkom”.

Prezes stowarzyszenia Edward Gollent w komunikacie z 9 października twierdzi, że „właściciel Jeronimo Martins Polska i zarząd JMP w Polsce wielokrotnie byli informowani przez stowarzyszenie o nieuczciwych praktykach wobec dostawców i pracowników”. – Odpowiedzią była arogancja i wielokrotne ataku na stowarzyszenie: pozwy o naruszenie dóbr osobistych, całostronicowe szkalujące ogłoszenia prasowe w najbardziej poczytnych polskich periodykach, zawierające kłamstwa i oszczerstwa, preparowane dowody sądowe, tzw. czarny PR w służbie Biedronki, i w końcu drwiny z polskiego społeczeństwa – tu przyznanie Krzyża Kawalerskiego dla dyrektora Biedronki”.

Jak twierdzi Gollent, „właściciele firmy i zarząd JMP mieli pełną świadomość i najprawdopodobniej sami kreowali metody funkcjonowania”. – Kto inny jak nie zarząd i właściciele potężnej korporacji decydują o strategii działania firmy? – Stoimy na stanowisku, iż po przedstawieniu dowodów Prezes UOKiK będzie miał podstawy do nałożenia na JMP maksymalnej z możliwych kar – napisał szef stowarzyszenia. Przypomnijmy, że maksymalna możliwa kara dla Biedronki to 3 proc. rocznych obrotów, czyli ok. 1,5 mld zł.

Z kolei w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Gollent twierdzi, że stowarzyszenie ma „szereg dokumentów i zeznań świadków pokazujących, że ujawnione praktyki firmy nie są żadnym wypadkiem przy pracy ani pomyłką, tylko świadomie prowadzonym i systemowym rozwiązaniem wdrażanym od lat 90. Już Sąd Najwyższy napisał, że strategią działania JMP jest oszukiwanie dostawców”.

W komunikacie stowarzyszenia padają jeszcze ostrzejsze słowa. – W strategii JMP było również okradanie pracowników, dlatego też, tak jak po latach sejmowe komisje śledcze rozliczają aferę vat-owską, aferę Amber Gold, czy też aferę związaną z przejmowaniem kamienic, tak samo sejmowa komisja śledcza powinna zbadać, kto stworzył mechanizm fałszowania ewidencji czasu pracy (okradania pracowników), wystawiania fikcyjnych faktur, kto został poszkodowany działaniem tego procederu oraz czy i kto z najwyższych władz PR ochraniał twórców tego systemu i zapewnił im bezkarność – czytamy.

– Ponadto najwyższe władze RP powinny rozważyć, czy i jak długo można tolerować na swoim terytorium zagraniczną firmę, której udostępniono 38-milionowy rynek, a ta realizowała i dalej realizuje swoje interesy metodami przestępczymi na szkodę szeroko rozumianego interesu publicznego Rzeczypospolitej Polskiej i jej obywateli – dodał Gollent.

Jak czytamy w „Rzeczpospolitej”, postępowanie UOKiK wobec Biedronki związane z nadużywaniem przewagi kontraktowej „jest zaawansowane”. Urząd do 4 listopada czeka na odpowiedź sieci. Biedronka wcześniej poprosiła o wydłużenie czasu na podesłanie swojego stanowiska.

W piątek informowaliśmy o innym postępowaniu UOKiK związanym z Biedronką, w którym to sieci grozi kara aż do 10 proc. przychodów (ok. 5 mld zł) za rzekome różnice w cenach produktów na półce i przy kasie. Biedronka owe różnice tłumaczy „błędem ludzkim”.

– Jesteśmy w trakcie kompleksowej analizy pisma z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Chcielibyśmy podkreślić, że biorąc pod uwagę skalę działania naszej sieci – ponad 2900 sklepów, 67 000 pracowników obsługujących 4 mln klientów dziennie i 1,3 mld transakcji rocznie – może się zdarzyć, że wskutek ludzkiego błędu brakuje ceny lub nie zostanie ona na czas zmieniona – napisało biuro prasowe Jeronimo Martins Polska.

 

 

źródło, wiadomoscihandlowe.pl : https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/byli-pracownicy-i-dostawcy-biedronki-przylaczaja-sie-do-postepowania-uokik,57848?newsletter=1276&fbclid=IwAR1al91u6nBbdQWF5CdXeV2ZfmahKjc6NtbCH3QehWy9ex_2JkhshtjFAzw

Kłopoty właścicieli sieci sklepów Biedronka. Byli pracownicy i dostawcy przyłączają się do postępowania UOKiK

Przeciwko Biedronce wystąpi przed UOKiK stowarzyszenie „Stop Wyzyskowi – Biedronka”. Jej przedstawiciele zapewniają, że posiadają szereg dokumentów i zeznań świadków pokazujących negatywne praktyki firmy.

Biedronka z coraz większymi kłopotami. Jej przeciwnicy domagają się nawet komisji sejmowej. (PAP, Fot: Wojciech Pacewicz)

O istnieniu bogatej dokumentacji poinformował prezes stowarzyszenia Edward Gollent, w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Ocenił on, „że ujawnione praktyki firmy nie są żadnym wypadkiem przy pracy ani pomyłką, tylko świadomie prowadzonym i systemowym rozwiązaniem wdrażanym od lat 90.”.

We wcześniejszym komunikacie prasowym, cytowanym przez portal wiadomoscihandlowe.pl, Gollent twierdzi, że zarząd Jeronimo Martins Polska wielokrotnie odbierał sygnały od stowarzyszenia o nieuczciwych praktykach, których ofiarami mieli być dostawcy i pracownicy.

Prezes „Stop Wyzyskowi – Biedronka” stwierdził, że JMP nie było zainteresowane współpracą ze stowarzyszeniem. Zamiast tego, według jego relacji, odpowiadało m.in. pozwami o naruszenie dóbr osobistych, czy ogłoszeniami prasowymi krytykującymi działania stowarzyszenia.

Gollent zarzucił zarządowi świadome kierowanie polityką firmy względem pracowników i dostawców.

– Kto inny jak nie zarząd i właściciele potężnej korporacji decydują o strategii działania firmy? – pyta szef stowarzyszenia. Gollent w komunikacie domaga się m.in. powołania komisji sejmowej ds. funkcjonowania Biedronki na polskim rynku.

– Ponadto najwyższe władze RP powinny rozważyć, czy i jak długo można tolerować na swoim terytorium zagraniczną firmę, której udostępniono 38-milionowy rynek, a ta realizowała i dalej realizuje swoje interesy metodami przestępczymi na szkodę szeroko rozumianego interesu publicznego Rzeczypospolitej Polskiej i jej obywateli – dodał Gollent.

Stowarzyszenie „Stop Wyzyskowi – Biedronka” zrzesza byłych pracowników i dostawców firmy. Zarzucają oni sieci, że działała na ich szkodę. Na ich stronie internetowej znaleźć można licznik wskazujący kwotę i ustawowe odsetki, „które Biedronka fałszując ewidencje czasu pracy ukradła kasjerkom”. Obecnie wskazuje on ok. 327,5 mln złotych i jest na bieżąco aktualizowany.

Tak prezentuje się licznik na stronie stowarzyszenia (stan na 21.10.2019 r., godz. 10:59)

materiał ze strony WP FINANSE:

https://finanse.wp.pl/klopoty-wlascicieli-sieci-sklepow-biedronka-byli-pracownicy-i-dostawcy-przylaczaja-sie-do-postepowania-uokik-6437473088641153a

Biedronka zagrożona karą do 5 mld zł. UOKiK się wściekł. Ceny zupełnie inne na półce niż przy kasie

Biedronka zagrożona karą do 5 mld zł. UOKiK się wściekł. Ceny zupełnie inne na półce niż przy kasie

Masowe „pomyłki” przy cenach zarzuca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sieci sklepów Biedronka. Inspektorzy znaleźli ponad 200 przypadków, gdy kwota na półce była zupełnie inna niż na paragonie. Kara? Nawet 5 mld zł. To nie jest żart.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie przeciw spółce Jeronimo Martins Polska (JMP). Zarzuty dotyczą uwidaczniania niższych cen przy produkcie, a następnie naliczania wyższych w kasie w sklepach sieci Biedronka – czytamy w komunikacie UOKiK.

– Mieliśmy bardzo dużo sygnałów z całego kraju na temat nieprawidłowości przy podawaniu cen w sklepach sieci Biedronka. Zgłaszali je zarówno konsumenci, jak i wojewódzkie inspektoraty Inspekcji Handlowej. Nie może być tak, że klient widzi atrakcyjną cenę przy produkcie, a po obejrzeniu paragonu okazuje się, że zapłacił więcej. To może być nieuczciwa praktyka rynkowa – mówi wprost Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Co było w skargach klientów? Na przykład ketchup miał w promocji kosztować 2,79 zł, ale kasy nabijały regularną cenę 3,49 zł, cena ręczników kuchennych na rachunku wynosiła 5,99 zł, a na półce – 4,49 zł, kilogram pomidorów według paragonu kosztował 3,99 zł zamiast 1,85 zł obiecywanych przez wywieszkę przy stoisku. Zjawisko miało mieć charakter masowy.

odobne przypadki opisywaliśmy też wielokrotnie na WP Finanse. Na przykład pasta do zębów miała być w przecenie i kosztować 4,99 zł. W rzeczywistości przy kasie klientowi i tak nabijano 7,49 zł. Cena więc była wyższa aż o 50 proc. Macie podobne przypadki? Wyślij cie nam, najlepiej ze zdjęciem, na #dziejesie.

Tylko od 1 stycznia do 30 września 2019 r. Inspekcja Handlowa otrzymała ponad 230 skarg na nieprawidłowe podawanie cen w Biedronkach. Najczęściej dotyczyły różnic między kwotą uwidocznioną na półce a tą zakodowaną w kasie. Drugi zarzut dotyczy braku cen przy produkcie.

W czasie kontroli inspektorzy potwierdzali te nieprawidłowości. W ciągu ostatnich 9 miesięcy ustalili, że w 123 przypadkach w Biedronkach brakowało ceny, a w 25 stwierdzono różnice między kwotą widoczną na towarze lub półce a tą zakodowaną w kasie.

Ten właśnie brak informacji o cenie na towarze lub w jego pobliżu to drugi zarzut UOKIK wobec JMP. Jak przekonuje Tomasz Chróstny, wiceprezes UOKiK, cena jest jednym z głównych kryteriów, którymi konsumenci kierują się podczas zakupów, szczególnie w dyskontach. Dlatego powinna być umieszczona w widocznym miejscu, tak aby konsumenci z łatwością mogli się z nią zapoznać i nie zostali tym samym wprowadzeni w błąd.

Jeśli stawiane zarzuty znajdą potwierdzenie popularnej sieci grozi kara do 10 proc. obrotu. W zeszłym roku obroty Biedronki na polskim rynku przekroczyły 50 mld zł, zatem w grze jest 5 mld. zł. Kwota więc jest olbrzymia. Śmiało można powiedzieć, że wręcz rekordowa.

A co gorsze to nie pierwsza sprawa z możliwą miliardową karą. UOKiK już miesiąc temu wszczął śledztw w sprawie umów z dostawcami owoców do Biedronki. Zdaniem urzędu kontrakty były tak skonstruowane, że sieć sama decydowała ile zapłaci. Przedsiębiorcy najpierw dostarczali towar, a dopiero potem dowiadywali się ile za to dostaną. Efekt? Kara do 3 proc. przychodów, czyli równowartości 1,5 mld zł.

W sumie więc teoretycznie nad Biedronką wisi zagrożenie karami od UOKiK rzędu 6,5 mld zł.

link do artykułu na WP FINANSE:

https://finanse.wp.pl/biedronka-zagrozona-kara-do-5-mld-zl-uokik-sie-wsciekl-ceny-zupelnie-inne-na-polce-niz-przy-kasie-6436413416265857a

KOMUNIKAT

Do postępowania UOKiK w sprawie JMP Biedronka wstępuje „Stowarzyszenie Stop Wyzyskowi Biedronka”.

JMP w mediach sugeruje, jakoby jest to incydentalny przypadek cyt: „JMP zawsze ściśle przestrzega przepisów polskiego prawa”. Stowarzyszenie przedstawi dowody, iż „elementem ogólnej strategii działania JMP było oszukiwanie dostawców” m.in. wyrok Sądu Najwyższego IV CSK 290/09 z 9 grudnia 2009 r. Strategię tę JMP realizuje od lat 90 minionego wieku. JMP doprowadzała i dziś doprowadza polskich dostawców produktów i usług do upadłości. Więcej na http://stowarzyszenie-biedronka.pl/

Właściciel JMP i zarząd JMP w Polsce wielokrotnie był informowany przez Stowarzyszenie o nieuczciwych praktykach wobec dostawców i pracowników. Odpowiedzią była arogancja i wielokrotne ataki na Stowarzyszenie – pozwy o naruszenie dóbr osobistych, całostronicowe szkalujące ogłoszenia prasowe w najbardziej poczytnych polskich periodykach, zawierające kłamstwa i oszczerstwa, preparowane dowody sądowe, tzw. czarny PR w służbie Biedronki, i w końcu drwiny z Polskiego społeczeństwa – tu przyznanie Krzyża Kawalerskiego dla dyrektora Biedronki.
Właściciele firmy i zarząd JMP mieli pełną świadomość i najprawdopodobniej sami kreowali metody funkcjonowania – kto inny jak nie zarząd i właściciele potężnej korporacji decydują o strategii działania firmy. Stoimy na stanowisku, iż po przedstawieniu dowodów Prezes UOKiK będzie miał podstawy do nałożenia na JMP maksymalnej z możliwych kar.

W strategii JMP było również okradanie pracowników, dlatego też, tak jak po latach sejmowe komisje śledcze rozliczają aferę vat-owską, aferę Amber Gold, czy też aferę związaną z przejmowaniem kamienic, tak samo sejmowa komisja śledcza powinna zbadać, kto stworzył mechanizm fałszowania ewidencji czasu pracy (okradania pracowników), wystawiania fikcyjnych faktur, kto został poszkodowany działaniem tego procederu oraz czy i kto z najwyższych władz PR ochraniał twórców tego systemu i zapewnił im bezkarność.

Ponadto najwyższe władze RP powinny rozważyć, czy i jak długo można tolerować na swoim terytorium zagraniczną firmę, której udostępniono 38-milionowy rynek, a ta realizowała i dalej realizuje swoje interesy metodami przestępczymi na szkodę szeroko rozumianego interesu publicznego Rzeczypospolitej Polskiej i jej obywateli.

Stowarzyszenie Stop Wyzyskowi Biedronka
Przewodniczący
Edward Gollent

 

Wyrok-SN-09.12.2009

Wniosek-UOKiK